przeciw poetom
przeciw poetom

Agata Chmiel

sonety do eurydyki. świętojańskość

stara miłość nie zasycha, klei się jak przesądy do drucianych ram wydłużonego światła.
cierpliwa jest, łaskawie pozwala zdrapywać się z okien
i znowu porasta. którejś nocy zakwita i wtedy się wraca.
ogniska skaczą przez pola. tłumaczy się: wodzą,

straszą na pokuszenie, dopuszczają wahania, że może
poznało się dokładnie i pewnie, jak półkę z jesiennymi słoikami przetworów,
a uwierzyło się tylko w osę podpiętą pod karnisz.
ogniska skaczą przez dobre wróżby, popioły widzą szaro i czarno.

wszyscy święci wiszą w środku starego domu jak lep na muchy;
może masz rację: powraca się w najdłuższy dzień, żeby zdążyło się uciec.
ogród wpisuje się w mgłę, korniki wycinają miejsce na oddech, płytko za domem obrasta piachem nostalgia.

a studnia topi się jak wosk na lepszą wróżbę, czai jak koralowiec w mule. gdy byłem dzieckiem,
oglądałem się w głąb i eurydyka nie mogła wyjść spomiędzy paproci w szczelinach, czekała.
potem wyzbyłem się wszelkiej pamięci.