Iskra
To dobre miejsce. Zimny chodnik. Nad głową chmura.
Sam środek miasta. Centrum europy. Tak mówią
tutejsi. Nadymając policzki. Kreśląc znaki dłonią.
W powietrzu. Co nie drga. Zawisło nieruchomo. Na zawsze.
Poniżej domy z blachy i słomy. Papierowe buty. Mury
z cegły wypalonej w olbrzymich piecach. Stojących
za miastem. Pod lasem. W którym chorują sosny
i suche świerki. Z których płynie nieustannie żywica.
Nie pamiętam co mówiłem wczoraj. Widziałem
iskrę w twoich oczach. Wielka siła opanowała
twoje dłonie. Rozepchnęła sufit. Otworzyła okna.
Ukradłem całe niebo. Wszerz i wzdłuż. Nie ma niczego.
Zieje pustką. Słońce nie zachodzi. Trwa nieustannie lato.
Nie pada nie grzmi. Ucichł gwizd wiatru. Pociągi
nie spóźniają się. Tracą ważność rozkłady jazdy.
I pory roku. Trzymam cię za ręce. Idziemy w dół. Płonie las na wzgórzu.
To dobre miejsce. Zimny chodnik. Nad głową chmura.
Sam środek miasta. Centrum europy. Tak mówią
tutejsi. Nadymając policzki. Kreśląc znaki dłonią.
W powietrzu. Co nie drga. Zawisło nieruchomo. Na zawsze.
Poniżej domy z blachy i słomy. Papierowe buty. Mury
z cegły wypalonej w olbrzymich piecach. Stojących
za miastem. Pod lasem. W którym chorują sosny
i suche świerki. Z których płynie nieustannie żywica.
Nie pamiętam co mówiłem wczoraj. Widziałem
iskrę w twoich oczach. Wielka siła opanowała
twoje dłonie. Rozepchnęła sufit. Otworzyła okna.
Ukradłem całe niebo. Wszerz i wzdłuż. Nie ma niczego.
Zieje pustką. Słońce nie zachodzi. Trwa nieustannie lato.
Nie pada nie grzmi. Ucichł gwizd wiatru. Pociągi
nie spóźniają się. Tracą ważność rozkłady jazdy.
I pory roku. Trzymam cię za ręce. Idziemy w dół. Płonie las na wzgórzu.







