przeciw poetom
przeciw poetom

Bartłomiej Józef Kucharski

Spacer z Kawafisem

Drogi Panie Kawafisie, byłem już z wieloma Pana
kolegami na spacerze. Z Borgesem z przyjemnością
kluczyłem po zatłoczonych zakamarkach Buenos Aires.
Z Rumi poszedłem po szlakach miłości szukać Przyjaciela.
A Miłosz wciąż mnie prowadzi drogą pamięci, która ocala
to, co grzeszy nietrwałą ulotnością bytu. Pan natomiast
zaprosił mnie na przechadzkę po wieczornej Aleksandrii.
Miasto tętni o tej porze gwarem nadmorskiej zabawy.
Młodzieńcy, o spojrzeniu jasnym jak oczy Hellady,
sączą wino, słuchają muzyki, czekają na spóźnionych
przyjaciół, marzą o dalekich lądach, na których rosną
nieśmiertelne gaje rozkoszy. Pan patrzy na nich uważnie
i w niewidzialnym kajecie zapisuje wersy o ich twarzach
i ruchach jak delikatny powiew znad morza zapraszających
do odpoczynku w uścisku ich ramion. Nie potępiam Pana.
Cóż można zrobić z tym całym pożądaniem, które tłumione,
powraca z siłą kataklizmu? Zostaje mi jedynie porozmawiać
z Panem o Galilejczyku. Na dźwięk Jego Imienia Pana twarz
się rozpogadza i słyszę słowa, w których wieczna greka śpiewa
pochwałę Boga. Wszystko jest miłością… powtarza Pan z uśmiechem…
więc On mnie rozumie… Łagodny Mistrz Dobroci i Wyrozumiałości.
Nasz spacer dobiega końca. A Aleksandria trwa nadal jak morze, dzień i noc.
Niezmienna.