przeciw poetom
przeciw poetom

Edyta Wysocka

Powidoki świateł

teraz nie sposób wyłonić pełni.
świetlistość spłynęła skarpą do jeziora.
i w nagiej wilgoci trawi zawiłości.

cisza jak niedosyt.
a drżenia omotane festonami zwojów.
w dziwaczne kiście niby lampek oliwnych.
w jasność urwiska zaślepioną mgłą.

„pamiętaj. musisz odszukać tamte światła.”
mawiała babcia na ławeczce niezwykłych wyobraźni.
„żeby jak pamięć. bo każdy dzień ma swoje odbicie.
nie tylko w złocie winobluszczu ale i w suchej łopianów ziemi.
a to co w nas to tylko ból powstającej perły.
i sen co budzi się ze snu w którym niegdyś zasnął.
jak cała reszta światła.”

babcia jest teraz iskierką na białych stopniach błękitu.
byciem w niebycie którego tylko ona pewna.

móc dociec pełni.
w dziwacznych kiściach błędników.
w zwietrzałych dymach wosku i stęchlizny.
w kamieniach powsychanych w bruzdy czasu.

odrosty lat jak sine plechy brzegów.
krzyże które nie proszą o pamięć.
bo odległość daleka poza rzut promieni.

tylko te świetliste błyski jeziora jeszcze.
co z opadłego na dno złota liści.
ale to są odbicia babcinych świąt.
niebiańskich.