przeciw poetom
przeciw poetom

Jakub Krasnowski

rozliczenia

byłam. mieszkałam kilka metrów od ciebie a ty nie wiedziałeś
co będzie za parę lat.


jedyne nieznane miejsca mieliśmy w nas; na przetartych
spodniach. pierwsze wojny, bunty, podwórkowe lincze. znaliśmy
słowa i zaklęcia, które mogły przemknąć się tylko w odwrotnym
kierunku, do wewnątrz. przychodziliśmy z płaczem w ramiona ludzi
dużo od nas większych, schować się między końce ich rękawów.
majaczenie przy gorączce, czekanie na kolejne fale ciepła i potu.
zimne, malutkie czoła. zasypialiśmy pomiędzy rodzicami,
lub nie zasypialiśmy wcale.

styczeń zapadał w pamięć głównie z powodu mrozów, urodzin, drętwych dłoni
i sanek zrobionych przez ojca. śniegu było więcej niż mogły chcieć
nasze drobne ciała.

później jakby kilkuletnia śpiączka, umysłowa bezdomność.
niewiele. tylko jakieś chodzenie po kałużach.