Próba testamentu
Środek zimy
19 stycznia 2008 roku
Wieje i leje gdy karawan
z hiszpańską trumną
podjeżdża pod murami Bernardynów
na miejsce spoczynku
Właściwie nie wiem dlaczego
nie zdążyliśmy się spotkać
Tak jak byśmy już nic
nie mieli sobie do powiedzenia
Jakbyśmy chcieli przemilczeć
tę wieczność niewyjaśnienia
lub uzurpować sobie prawo
do wiary
że cokolwiek wyjaśnione
jest objaśnione raz na zawsze
Że zamknięte
można otworzyć wspomnieniem
czulszym od zziębniętych gestów
a nadzieja mogłaby być czymś więcej
niż sumą bezradności i zapomnienia
A jeżeli jest to Coś
to nie do nas należy –
i musi być większe
od tej daremnej
eschatologii
Środek zimy
deszcz i wiatr
eufemizmy
Środek zimy
19 stycznia 2008 roku
Wieje i leje gdy karawan
z hiszpańską trumną
podjeżdża pod murami Bernardynów
na miejsce spoczynku
Właściwie nie wiem dlaczego
nie zdążyliśmy się spotkać
Tak jak byśmy już nic
nie mieli sobie do powiedzenia
Jakbyśmy chcieli przemilczeć
tę wieczność niewyjaśnienia
lub uzurpować sobie prawo
do wiary
że cokolwiek wyjaśnione
jest objaśnione raz na zawsze
Że zamknięte
można otworzyć wspomnieniem
czulszym od zziębniętych gestów
a nadzieja mogłaby być czymś więcej
niż sumą bezradności i zapomnienia
A jeżeli jest to Coś
to nie do nas należy –
i musi być większe
od tej daremnej
eschatologii
Środek zimy
deszcz i wiatr
eufemizmy







